Śpiochy


Lubię wstawać wcześnie, przed szóstą, i kłaść się późno, po północy. Można wiele rzeczy wtedy upchać w dobie, ale nigdy tyle, ile by się chciało :) Bardzo często wynika to po prostu z wyboru,  bo będąc sam sobie szefem nie musisz się zrywać skoro świt, ale nierzadko też z konieczności, bo samo się nic nie zrobi, a na pewne rzeczy potrzeba czasu. W lecie jest łatwiej, bo jak tylko robi się jasno, mi odechciewa się spać. Takie mam zawsze poczucie, że wylegiwanie się do południa to marnowanie czasu. Chyba w genach to w naszej rodzinie jakoś jest przekazywane, bo i moi rodzice i dziadkowie wstawali skoro świt. I na szczęście mi też się to udzieliło. Nie dane mi było obcować ze śpiochami :) Doba jest po prostu za krótka, żeby marnować ją na bezowocne przewracanie się z boku na bok :) Ja oczywiście jestem świadoma teorii o co najmniej siedmiogodzinnym śnie, dla zdrowia, relaksu - jak zwał tak zwał. Może niektórzy po prostu wypoczywają inaczej. 

Miśki śpiochy nie mają natomiast takiego podejścia do życia i ledwo mogą oczy utrzymać :) No ale w końcu gdzie im się spieszy, mogą z piżamy i kapciochów nie wychodzić cały dzień. 







2 komentarze:

  1. Kochana aż brak mi słów... są przeurocze!!! Słodziaki małe!!! Buziaki dla Ciebie poranny ptaszku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Dziękuję za przemiłe słowa :) Pozdrawiam!

      Usuń

Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu.