8 powodów, dla których to TATA jest najważniejszym mężczyzną w życiu dziewczyny 💪

Jeżeli jest coś, co nas łączy, to miałyście ten ogromny przywilej dorastać u boku najlepszego taty na świecie :) Spójrzmy prawdzie w oczy, drogie Panie, potrzebujemy swojego taty jak powietrza, tryliarda rzeczy w torebce, których nigdy nie użyjemy, ale wydaje nam się, że nie potrafimy bez nich żyć, czy piętnastu tych samych odcieni lakieru do paznokci... A oto kilka subiektywnych powodów, dlaczego:

Był Twoim pierwszym superbohaterem
Jeśli w ogóle nie jedynym, biorąc pod uwagę zupełną posuchę dzisiejszych czasów :) Jest pierwszym, z którym tańczyłaś, stojąc na jego stopach. Pokazał Ci drogę do szkoły, klasę i gdzie znajdują się... toalety :) Przejechał pół miasta w poszukiwaniu ulubionego przysmaku, przeczesał całe województwo dla ulubionej zabawki, wyprawiał akrobacje godne rasowego cyrkowca, podrzucając Cię do góry i kręcąc fikołki. Bez obawy o Twój kręgosłup. I swój. Nie zważając na przerażone okrzyki mamy. Nauczył się nawet robić kucyki i wie, co to frotka (!). Superman, Batman, Ironman i Wolverine mogą się schować - nikt nie ma takich mocy!

Jest Twoją skałą
Nie ma znaczenia, czy skończy Ci się benzyna na środku drogi, padnie akumulator, zniknie internet, zepsuje kosiarka, czy ulotni toner w drukarce, skończą tabletki przeciwbólowe  albo... spali żarówka... Tata zawsze Ci pomoże. Nie ważne ile masz lat, jaki masz zawód i która jest godzina, pewne rzeczy pozostają niezmienne - tata osiąga pełen stopień gotowości w momencie odebrania telefonu z błaganiem o pomoc i wyrusza na misję. 

Cierpliwość to jego drugie imię
Jeśli niektórych rzeczy nie jestem pewna, tak w tym temacie wiem, co mówię. Tata spędzi godziny tłumacząc Ci matematykę, fizykę i inne ścisłe zawiłości szkolne... Bez mrugnięcia okiem. Bez podniesienia głosu. Przesiedzi z Tobą niejedno popołudnie, tłumacząc wszystko z cierpliwością godną dziesięciu mnichów buddyjskich. Nawet kiedy wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, ba - krzyczą, że nigdy tego nie ogarniesz :) On to wie, Ty to wiesz, ale i tak nie da za wygraną. 

Nauczy Cię wszystkiego, co powinnaś wiedzieć
Chociaż chętnie zrobi to za Ciebie, jeśli poprosisz, albo najpewniej zanim nawet o tym pomyślisz :) Jak prowadzić auto, kłaść podłogę, malować ściany, wyliczyć ilość tapety, płytek w łazience, żwiru na podjazd, ocieplić dom, używać wkrętarki, wiertarki i szlifierki... Jak parkować prostopadle, równolegle, wychodzić z poślizgu, co znajduje się pod maską samochodu i jak to uzupełnić czy wymienić. Może Ci się wydawać, że tego nie potrzebujesz, ale uwierz mi - nadejdzie taki dzień i taka godzina, że będziesz mu wdzięczna do końca swoich dni. 

Zarwie noce, żebyś tylko dotarła do domu bezpiecznie
Wstanie w środku nocy, żeby Cię skądś odebrać, chociaż bladym świtem zrywa się do pracy. Zrobi to bez słowa, bez wypominania po 2 tygodniach, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Czeka na Ciebie na lotnisku, nawet jeśli lądujesz nie o 23... a 9 rano, bo samolot był opóźniony, przekierowany z Krakowa do Warszawy i wieźli Cię przez pół Polski autobusem podejrzanie starszym niż Ty sama. Czeka bez oznak zmęczenia z gazetą w ręku dla siebie i z... kanapką dla Ciebie. I jest to najlepsza kanapka, jaką w życiu jadłaś. 

Macie swoje małe sekrety...
Pierwszy wie o stłuczce i nie powie mamie :) Dobrze wie, ile zazwyczaj masz na liczniku i w głębi duszy jest nawet dumny. I takie tam inne, małe, wspólne grzeszko-tajemnice :) Które zna pewno z wielokrotnej autopsji, dlatego z tak stoickim spokojem o nich słucha... :)

Pochwala odważne decyzje i wierzy, że Ci się powiedzie
Nawet kiedy Ty na moment straciłaś nadzieję. Albo odwagę. Może nie zaleje Cię potokiem słów, ale na co komu słowa, kiedy czujesz wsparcie. Wie, że nie zginiesz, lecąc na koniec świata z jedną tylko walizką. Że dasz radę pokonać niejedną górkę i jeszcze więcej przepaści. Nie mówi Ci jak masz żyć, ale wierzy w Ciebie jak nikt inny. Z mamą u boku ma się rozumieć:)

Zawsze wie co zrobić i zawsze ma rację
Ilość razy, kiedy musiałam odszczekać pewne kwestie, liczona być już może w dziesiątkach, jak nie setkach. Tata ma po prostu rację. Wie, zna się i dobrze gada :) I wcześniej czy później się o tym przekonasz. A najlepiej, jeśli posłuchasz go za pierwszym razem :) Oszczędzisz czas, pieniądze, nerwy, a przy okazji czegoś się może jeszcze nauczysz. Bo on po prostu ma rację. K r o p k a.

P.S. Myślę, że tata wierzył, że to upchnę bardziej, niż ja sama 😂






#Christmasspam :)


Tak się ostatnio wczułam w robienie wianków, że mało z kilkoma żywymi choinkami w połowie listopada do domu nie wróciłam :) 

 






Des


W dzisiejszych czasach, kiedy doprosić się często nie można o zwykłe ludzkie rzeczy, drobnostki wręcz, kiedy płacisz komuś za wykonanie pracy, a ścigać go musisz jak CBA i FBI razem wzięte i błagać niemalże, żeby w końcu zrobił, co do niego należy, kiedy ludzie szarpią się z powodu przysłowiowej kiedyś złotówki, która dziś przysłowiowa już w wielu przypadkach nie jest, wracam do jednej historii, która wyjątkowo wryła się w pamieć. 

Kiedy mieszkałam w Irlandii, w drodze z pracy zawsze mijałam dom z obłędnie wypielęgnowanym trawnikiem. Podejrzewałam nawet, że to sztuczna trawa, bo nierealne się wydawało, że trawnik może być tak gładki i równy jak dywan. Dookoła piękny ogród, masy kwitnących róż po obu stronach podjazdu, porządek tak niesamowity, jakby w ogóle nie było pór roku, opadających liści, blednącej trawy. 

Jakiś czas później poznałam właściciela. Okazał się przyjacielem mojej szefowej, starszym, ponad 70-letnim starszym, przemiłym i pogodnym panem. Des w domu mieszkał sam, był wdowcem. Dom, podobnie jak jego otoczenie, był równie wypielęgnowany i zadbany. Z prawej strony miał całkowicie oszkloną werandę z widokiem na ogród. Podobno tył, niewidoczny od stron drogi, był jeszcze bardziej imponujący. Moja szefowa zlecała Desowi różne prace do wykonania nie dlatego, że nikt inny, łącznie z nią samą, nie mógłby tego zrobić, ale dlatego, żeby dać mu jakieś zajęcie, wysłać gdzieś, zając ręce i głowę. 

Des dobudował tę przeszkloną werandę dla żony. Ogród był jej oczkiem w głowie, a kiedy zachorowała na raka i była już w takim stanie, że o spacerach nie mogło być mowy, Des zbudował werandę, żeby mogła widzieć ogród, w którą stronę by nie spojrzała. I pielęgnował ten ogród nawet wtedy, kiedy żony już zabrakło. 

Kiedy poznałam tę historię, zawsze potem miałam ją w głowie przechodząc obok tego domu. 5 razy w tygodniu przez dobrych kilka lat. I teraz kiedy sama próbuje zapanować nad tym, co dzieje się dookoła mojego domu, a rośnie niesamowicie i wymaga nie lada pracy, nie przypominając jednocześnie nawet ułamka tego, co Des miał dookoła siebie, znowu do mnie wróciła. Wraca, kiedy ktoś strzela drzwiami w twarz, bo nie chce mu się tych dwóch sekund poczekać i tych drzwi przytrzymać, a ktoś inny idzie obładowany jak wół. Wróciła, kiedy dzwoniąc do któregoś z rzędu kominiarza i próbując, oczywiście odpłatnie, zlecić mu czyszczenie komina, ten poirytowany powiedział, że nie będzie się specjalnie od roboty odrywał. Próbując długo i nieskutecznie zresztą dojść do końca awarii z internetem, i słysząc od krzyczącego właściciela firmy, że serwis należy się tylko dużym firmom płacącym ponad tysiąc zł na miesiąc, „już dziś nie pracuje”, „zabiera się mu czas, który chce spędzić z rodziną”, jeździ do innych klientów i nie ma czasu, „rozmowa jest bez sensuJak się ktoś wykłóca o miejsce w kolejce, chociaż przecież chcesz go puścić przodem, wystarczy, że po prostu zapyta. Jak czasem ludzie sobie bliscy nie zauważają nawzajem swoich potrzeb najbanalniejszych. Bo dla jednego nieistotne jest to, co drugiemu akurat jest bardzo ważne. No bo co Ci szkodzi być takim Desem i pomyśleć o jakiejś symbolicznej werandzie dla kogoś?