Bajka o miglancu



Celowała w dinozaura, zrobiła smoka, a wyszedł pies... Chyba. 

Ale może od początku...

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, siadła babka z szydełkiem i zieloną włóczką. Zieloną, bo to ulubiony kolor tego miglanca małego, dla którego szydełkowała. Na tyle ulubiony, że innych na razie nie rozróżnia, więc jest to bezsprzecznie miłość absolutna :) Z szydełkiem, bo szyć nie lubi i do szycia to musi być albo odpowiednia pogoda, albo jakiś cud, że zatęskni, albo terminy ją po prostu gonią i nie ma już wyjścia - lubi, nie lubi, szyć musi. Siadła, bo szydełkowanie na stojąco może być dość męczące :) Babka... No tu trochę mijamy się z prawdą, ale jak za siedmioma górami i siedmioma lasami, to babka pasuje lepiej niż ciotka na przykład.

Celowała w dinozaura, bo miglanc ze wszystkich zwierząt przedpotopowych i po, upatrzył sobie właśnie dinozaury i o innych słuchać nie chciał. Chyba że ma cztery łapy, sierść i mokry nos do gorgolenia gołych stóp, a do tego można go ścigać po domu, to drogą kompromisu i psa polubi. 

Celowała babka w dinozaura. Ale w tych letnich upałach zapomniała, że uszu nie miały....  Tak po prawdzie to chyba na biologii nie słuchała zbyt uważnie po prostu. A ona uszy już zrobiła, przyszyła, są... SMOK - pomyślała. No to będzie smok. Jest cień szansy, że miglanc też nie wie, że dinozaury uszu nie miały... Albo jest na tyle tolerancyjny, że nie zrobi mu to różnicy. Ale trzeba mieć plan B, wiec niech będzie smok.

Przyszyła wreszcie pyszczek. No i wyszedł pies. Że smoka miglanc nie zna, można było mieć nadzieję, ale psów kilka już w swoim krótkim życiu widział i najpewniej obczai podobieństwo... 

Niezrażona tą jedną wielką biologiczną pomyłką obdarowała miglanca zielonym dinozaurem... tfu... smokiem... psem. DINOZAUR - krzyknął miglanc. Czyli jak to w bajkach - wszystko dobrze się skończyło :) Bo żyli dluuugo i szczęśliwie :) Miglanc i jego dinozaur/smok/pies (niepotrzebne skreślić).




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu.