Pracowity lokator


W lusterku, w aucie, zamieszkał mi pająk. Na oczy go jeszcze nie widziałam, ale codziennie rano już od kilku dobrych tygodni zostawia mi takie dzieła sztuki, że trudno obecności tego nowego lokatora nie zauważyć. No bo ja codziennie z ciężkim sercem usuwam te jego rękodzieła, a on konsekwentnie co noc tworzy nowe. Trochę się chyba muszę nad sobą zastanowić, bo swojego nie pruję, a jego niszczę :)






Trzy lata


Trzecie urodziny to poważna sprawa. Ma się już własne zdanie i własne upodobania. "Tak" znaczy czasem "tak", a często nawet "nie". Za to "nie" zawsze znaczy "nie". I to bez wyjątków i czasem bardzo głośno :)  Na bok idą kropeczki, gwiazdki, słodkie motywy i inne dziecinne gadżety. Pora na męskie sprawy, takie jak  auta, samoloty, statki i wozy strażackie. W głowie są akcje ratunkowe, desantowe i szpiegowskie. Dlatego w wyborze prezentu musiałam poświęcić własną estetykę na rzecz estetyki kilkulatka, bo prezent to przecież nie dla mnie, a dla niego, chociaż przemyciłam całkiem sporo czarnego :) I w ten oto sposób powstał koc podszyty ciepłym polarem i poszewka na poduszkę. 




Bajka o miglancu



Celowała w dinozaura, zrobiła smoka, a wyszedł pies... Chyba. 

Ale może od początku...

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, siadła babka z szydełkiem i zieloną włóczką. Zieloną, bo to ulubiony kolor tego miglanca małego, dla którego szydełkowała. Na tyle ulubiony, że innych na razie nie rozróżnia, więc jest to bezsprzecznie miłość absolutna :) Z szydełkiem, bo szyć nie lubi i do szycia to musi być albo odpowiednia pogoda, albo jakiś cud, że zatęskni, albo terminy ją po prostu gonią i nie ma już wyjścia - lubi, nie lubi, szyć musi. Siadła, bo szydełkowanie na stojąco może być dość męczące :) Babka... No tu trochę mijamy się z prawdą, ale jak za siedmioma górami i siedmioma lasami, to babka pasuje lepiej niż ciotka na przykład.

Celowała w dinozaura, bo miglanc ze wszystkich zwierząt przedpotopowych i po, upatrzył sobie właśnie dinozaury i o innych słuchać nie chciał. Chyba że ma cztery łapy, sierść i mokry nos do gorgolenia gołych stóp, a do tego można go ścigać po domu, to drogą kompromisu i psa polubi. 

Celowała babka w dinozaura. Ale w tych letnich upałach zapomniała, że uszu nie miały....  Tak po prawdzie to chyba na biologii nie słuchała zbyt uważnie po prostu. A ona uszy już zrobiła, przyszyła, są... SMOK - pomyślała. No to będzie smok. Jest cień szansy, że miglanc też nie wie, że dinozaury uszu nie miały... Albo jest na tyle tolerancyjny, że nie zrobi mu to różnicy. Ale trzeba mieć plan B, wiec niech będzie smok.

Przyszyła wreszcie pyszczek. No i wyszedł pies. Że smoka miglanc nie zna, można było mieć nadzieję, ale psów kilka już w swoim krótkim życiu widział i najpewniej obczai podobieństwo... 

Niezrażona tą jedną wielką biologiczną pomyłką obdarowała miglanca zielonym dinozaurem... tfu... smokiem... psem. DINOZAUR - krzyknął miglanc. Czyli jak to w bajkach - wszystko dobrze się skończyło :) Bo żyli dluuugo i szczęśliwie :) Miglanc i jego dinozaur/smok/pies (niepotrzebne skreślić).




Testing :)



Powoli staje się to chyba coroczną tradycją :) Czyli solidne testowanie lollipopa uchwycone na zdjęciach. testerzy z roku na rok coraz bardziej bezlitośni :)