Skandal :)


W tym roku jak w żadnym innym chyba doszło do mnie, że szacunek do ludzi opieram na wielu kryteriach, ale pracowitość i pomoc drugiemu zdecydowanie otwiera listę. Pracowitość rozumiana jako robienie tego, co jest do zrobienia, dbanie o swoje otoczenie, obowiązki. Bez oczekiwania za to złotych gór w podzięce, bez miliona świadków i podziwiających.

Na lenistwo napatrzyłam się już tyle, że spokojnie mogłabym się w tym temacie doktoryzować. I nie chodzi mi tu o takie zwykłe przełożenie czegoś na później, bo padamy na twarz, ale zrzucanie czegoś na innych, bo wolimy spać codziennie do południa. Lenistwo jest o tyle szkodliwe, że jeśli sam leń czegoś nie zrobi, bo mu się nie chce, bo za zimno, bo za gorąco, bo wieje, bo zmęczona/ny, a może jutro, ale po co, bo wypluł się biedak w pracy tej 4-godzinnej tak bardzo, że potem kolejnych 16 godzin albo i cały weekend odsypia... to niestety ktoś to jednak zrobić będzie musiał. I nie ważne, że może ma wiele innych sprawy na głowie, nie ważne, że może go to przerastać, nie ważne, że zrobi to kosztem snu, zdrowia, czy czegoś innego. Wygoda lenia jest najważniejsza, nic innego się tutaj nie liczy. 

Jak tu poważnie traktować kogoś, kto wpiera drugiemu, że zrobienie jakiejś czynności to tak wielki wysiłek, że trzeba to z rok przekładać, skoro Ty, zmęczony błaganiem i czekaniem, zrobisz 5 razy tyle w mniej niż godzinę? Edek, dajmy na to tak czysto przykładowo, łaskawie po wielu miesiącach... tfu... latach, przewiózł Kaśce 2 taczki, bo kobieta chciała coś zasadzić. Sama Kaśka, mając dość błagania, bo jak tak dalej pójdzie, to jej kolejna zima zastuka do drzwi i nici z sadzenia, koniec końców przewiozła 20 taczek. Nie raz, nie dwa. Wielokrotnie, kilka dni pod rząd, codziennie po dwie dychy. Bez zająknięcia, widowni dookoła chwalącej ten nadludzki wyczyn, bez poklasków, nie oczekując nagród. Edek widział, nie pomógł. Zajęty był facet niezmiernie wylegiwaniem dziury w kanapie. Wywnioskował, że widać Kaśka lubi. Lubi tak w środku lata zapierniczać z tymi taczkami i łopatą, że się ledwo wyprostować może, przecież to takie babskie zajęcie. Czego Edek nie zrobił, Kaśka zrobić musiała - taki morał z tej historii. 

Co myśleć, kiedy  ktoś przywłaszcza sobie potem czyjeś zasługi? Te związane z czynnościami, których samemu nie chciało mu się robić. Bo przecież świat poza tym niebem nad Edkiem i Kaśką jak zwykle usłyszy przecież, że to dzielny Edek te taczki woził i machał tą łopatą, jakby jego życie od tego zależało. Na kaprys Kaśki woził i machał, bo jej się sadzenia zachciało, zwariowała kobieta w środku lata. A małpa mu jeszcze obiadu nie zrobiła. Tak jakby między przykładowo czternastą a piętnastą rundą z tymi taczkami sobie przerwy zrobić na to nie mogła, prawie by sobie baba odsapnęła przy garach. Dodatkowo wstała przed 6-tą, na pracę zawodową miała czas, to też już nic jej nie tłumaczy... Więc nie dość, że Edek i tak wiecznie zmęczony, to teraz na dodatek jeszcze głodny musi na tej kanapie leżeć! S k a n d a l :)







* Żółwie wykonane w oparciu o projekt Vibemai. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu.