Zmowa :)


Nadzywczaj często jest tak, że jak sobie człowiek pomyśli, że właściwie wszystko sie poukładało, odrobił się i widać światełko w tunelu, to tak jakby sobie w stopę strzelił i w kieszeń napluł :) Naiwnie prawie na głos (wielokrotnie) pomyślałam w ten styczniowy dzień, że najważniejsze zostało odhaczone z listy, że jakoś tak szybko się uwinełam i teraz został mi czas tylko na to, co przyjemne. Jeszcze tylko sklep i można z czystą głową siąść do pracy. 

I w tym momencie najpierw auto postanowiło mi udowodnić, że z tym uwinięciem się to tak chyba mi sie tylko wydawało :) Postanowił pierwszy raz odkąd się znamy po prostu nie odpalić. Sklep jest dość blisko, wprawdzie nie ten o który mi chodziło, ale nogi to nie auto - jeszcze sprawne :)

Idę sobie w tych brejach zimowo-roztopowych, rozglądam się dookoła, a tu drogę przebiega mi kot. Czarny kot. "Że też ludzie wierzą w te bajki o pechu", przemknęło mi przez głowę i idę dalej. Przecież jedyne co mi się dziś przydarzyło, to niesubordynowane auto, no co się w sumie jeszcze mogłoby stać. 

Wracam, wyciągam telefon z kieszeni, żeby sobie drogę umilić, a ten jakby się zmówił z autem (no i najwyraźniej z tym kotem) - nogi mu chyba urosły i bach do tej masy śnieżno błotnej na poboczu skoczył na główkę... Ja wiem, że każdy wywraca oczami na hasło, że ktoś nie da rady funkcjonować bez telefonu, że to współczesna forma niewolnictwa, że obsesja i uzależnienie i na pewno tylko tak mu się wydaję. Że przecież te X lat temu jakoś żyliśmy bez i się dało. No jasne, że się dało, ale jak ktoś raz przesiądzie się z malucha do mercedesa, to z dziką radością nie będzie chciał chyba wracać do tego co było, skoro mu wygodniej... Więc tak, przyznaję otwarcie, ciężko mi funkcjonować bez telefonu, biorąc pod uwagę jedną i drugą pracę i fakt, że w przypadku niektórych osób jest to jedyna forma kontaktu ze mną i moja z nimi. Nie chodzi o niekończące się rozmowy telefoniczne, bo tego akurat nie znoszę. Chodzi o te wszystkie inne udogodnienia, jak maile i smsy. Pozostaje też kwestia oddalenia domu od centrum wszystkiego :) Wtedy telefon i auto znacznie ułatwiają życie. I tak to pierwszy raz w życiu przemknęła mi myśl, że z tym kotem i pechem to chyba jednak nie taka ściema, jak mi się wydawało :)

Auto w końcu uruchomiłam. Telefon, chociaż tu sprawa była bardziej histeryczna, też wyszedł z tego stanu krytycznego obronną ręką. Czasu na prace pozostało tyle co nic :) Tego samego dnia sprawnym już autem pojechałam wysłać zamówienia. Drogę znów przebiegł mi czarny kot, widać chyba wszystkie tego dnia postanowiły wystawić mój brak wiary w przesądy na próbę. Nie zawróciłam. I dobrze, bo nic się nie stało :)

















1 komentarz:

  1. Dlaczego mnie tu tak dawno nie było ja się pytam?
    Tesknilam za tym twoim poczuciem humoru.
    Spluń kochana następnym razem przez lewe ramię i będzie ok;)
    Cudami w ramkach jestem zauroczona.

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu.