Prawa idzie na L4, a lewa się solidaryzuje :)

Pracy było dużo, pracy był HUK. Prawie 500m sznurka. Lekko licząc jakieś 1700 oczek. Prawa, cała obolała i zmęczona, chciała urlop na żądanie i kropka. Zagroziła, że w razie odmowy weźmie L4. Na to lewa powiedziała, że też nie robi, bo bez prawej to już nie to samo. I tak to dłonie domagały się odpoczynku, solidarnie jednym głosem, nie godząc się na żadne ustępstwa czy zamienniki. Prawą dodatkowo w jej żądaniach wspierał wymęczony biceps. Potem odezwał się kark, że też ledwo żyje. Plecy stwierdziły, że w sumie ma rację i też zażądały swoich przywilejów. Co tak przeczołgało całe to towarzystwo? 


Do tej pory powstawały koszyczki 18cm średnicy, 20cm wysokości. Tym razem powstał kosz o średnicy 40cm, wysoki na 50, do kompletu wcześniej zamówionych dwóch małych. Zabawa ze sznurkiem jest o wiele bardziej wymagająca siłowo niż ze zwykłą wełną, nie mówiąc już o kordonku. Pracujemy dużym szydełkiem, które zupełnie inaczej leży w dłoni i wymaga o wiele większego zakresu ruchów - tu pracuje cała ręka, plecy, cała górna część ciała. I tak kilka godzin. O ile metalowe szydełka dopasowują się z czasem do naszej dłoni, lekko się wyginając do jej kształtu, o tyle z plastikowymi nie ma takiej opcji. Dodatkowo cały projekt jest duży gabarytowo, co nie sprzyja wygodzie pracy. Projekt "rośnie" wzdłuż i w szerz, my podnosimy ręce coraz wyżej i tak je trzymamy, robiąc kolejne oczka i rzędy. A że o narzędzia pracy należy dbać, ja moim dłoniom i całej reszcie daję dziś już odpocząć :)







 Miłego weekendu :)
 

1 komentarz:

Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu.