Wake up the happiness

6 grudnia od dziecka kojarzy mi się wyjątkowo. Pamiętam to wyczekiwanie na poranek, na szukanie prezentu :) Rodzice... znaczy ŚW. MIKOŁAJ zawsze chował prezenty w nietypowych miejscach. Raz schował w koszu na pranie, po szkole przyszłyśmy z siostrą do domu i trochę się dziwiłyśmy, dlaczego mama z uporem maniaka kazała nam wkładać do koszta czyste spodnie. Kilka razy dostałam też rózgę z listem, dlaczego :) Mikołaj miał pismo bardzo podobne do maminego, ale myślę, że to raczej (nie inaczej) był czysty przypadek. Najczęściej rózga była karą za obcinanie lalkom włosów. Zgodnie ze wskazówkami Mikołaja z maminym charakterem pisma, wystarczyło zostawić rózgę na noc na parapecie i obiecać, że lalki nie będą golone na zapałkę. Rano już jej nie było. Widocznie fakt cięcia zasłon i ciuchów rodziców z oczywistego braku materiałów do szycia już od podstawówki jakoś Mikołajowi umykał, bo musiałby dla mnie całe krzaki tych rózg targać każdego 6 grudnia :D Mamo, Tato - przepraszam, ale to była ewidentna inwestycja w moją przyszłość :) No i te słodycze pochłaniane mimo ogromnej ich  ilości w ten sam dzień...

Dziś też dostałam worek pełen słodkości. Rodzice... ehm ehm Mikołaju, tylko mi potem nie mówić, że "dobrze sobie wyglądam" :) Chyba że w końcu uwierzyliście, że czekolada to też warzywo!
 



Kira w nieco innym wydaniu. Wzrost ok. 40cm,czapka nie jest zdejmowana, natomiast komin już tak. 



:)

3 komentarze:

  1. Jestem pod wrażeniem. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No ja miałam dziś ochotę rózgę zostawić,tfu Mikołaj:)
    Bożenko nieustannie zachwycasz.Mnie słów już brak.
    No czapa z głowy za tą lalę.Piękna.Najpiękniejsza.

    OdpowiedzUsuń
  3. opowieść piękna ale laleczka, to po prostu miód malina i orzeszki ;))
    serdeczności!

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu.