Perfekcyjny inaczej

Jak mężczyzna ma coś zrobić, to to zrobi.
Nie trzeba mu co pół roku powtarzać.

Remont. R E M O N T. Kto nie krzyczy na samą myśl, ręka w górę. Wszystko może pójść nie tak: meble nie dojadą na czas (jeśli w ogóle jakieś odpowiednie znajdziesz), albo dotrą poobijane, kolor farby w puszce jakiś taki lepszy niż na ścianie, zmiana koncepcji w trakcie realizacji... You name it! A ile się człowiek nasłucha od wszystkich życzliwych, których rada w tym właśnie momencie jest nam tak niewymownie "potrzebna", że ściany za jasne/ciemne/jaskrawe, że meble nie te/mebli za mało - ile ludzi, tyle opinii. To możesz zignorować. Przecież ważne, żeby podobało się Tobie, inni mają swoje cztery ściany, które mogą malować na wszystkie kolory tęczy - ich ściany, ich sprawa. Ale jest jeden element tej całej układanki, od którego chcenia lub niechcenia zależy 
W S Z Y S T K O...
Sprawiedliwie czy nie, w mojej prywatnej klasyfikacji remontująco-naprawiających są dwa rodzaje mężczyzn. Pierwszy to typ idealny, taki który kiedy tylko coś się w domu zepsuje, z dziką radością jedzie kupować i wraca naprawiać, poprawiać, usprawniać i ulepszać. 1000% normy. Jak się akurat nic nie psuje, to sam gotów coś przeskrobać, żeby tylko mieć wymówkę do pobuszowania w jakimś wielkogabarytowym sklepie ze wszystkim. Szczęściary posiadające w domu taki skarb powinny na niego chuchać i dmuchać, cenić ponad wszystko i dziękować Bogu, w jakiegokolwiek tylko wierzą. Bo mogłyby trafić na typ drugi, zwany perfekcyjnym inaczej...
Perfekcyjny inaczej zabiera się do roboty długo, bardzo długo. "Myśli", "planuje", "rozważa". Połowa Twoich pomysłów jest "niewykonalna", "niepotrzebna", przy czym "nie" jest tu partykułą kluczową. Ale cel jet tylko jeden - jak najdalej odciągnąć widmo tego, co ma wykonać. Nasłuchacie się więc więcej niż to konieczne, co TRZEBA będzie zrobić. W teoretyzowaniu perfekcyjny inaczej jest mistrzem. Robota nie rusza, mimo że od 3 tygodni wszystko w domu poprzestawianie, a Ty kilka razy mało zębów nie straciłaś potykając się o graty poprzesuwane tu i tam. Perfekcyjny inaczej napotyka wiele przeszkód na drodze do celu: a to pogoda, praca, zmęczenie nawet po dobrze przespanej nocy, a to znowu nie ma odpowiedniego narzędzia. Może też zapaść na jakąś nagłą tajemniczą chorobę, której nawrót nastąpi jeszcze wiele razy podczas remontu: będzie mu niedobrze, duszno, słabo, a w takim stanie przecież pracować nie może. Ty prosisz, grozisz, pakujesz walizki - swoje, jego - nic nie działa. Perfekcyjny inaczej jest w fazie planowania i Bóg jeden wie, kiedy ta faza się skończy.
Partnerka perfekcyjnego, jak ten tonący co brzytwy się chwyta, naiwnie spełniania wszelkie jego zachcianki myśląc, że to skłoni go do działania. Nic bardziej mylnego. Żeby dostać to co akurat chce, perfekcyjny inaczej obieca rozpoczęcie remontu choćby i za sekundę, stosując spojrzenie, które kiedyś kładło Cię na łopatki. Chce jeść? Nie dawać, bo pójdzie spać i po robocie. Sam sobie pewno i tak nie zrobi, lenistwo weźmie górę nad głodem. Proponuje Ci na czas remontu wyjazd na zakupy, do mamusi, siostry czy koleżanki, bo ponoć wtedy robota pójdzie lepiej? Nie daj się nabrać. Robota nie pójdzie wcale, a po powrocie do domu zastaniesz to co zostawiłaś, albo i gorzej.

Ale przychodzi taki moment, kiedy i perfekcyjny inaczej czuje, że w końcu wypadałoby coś zrobić. Zabiera się do pracy pół dnia, łazi, narzeka, pije piątą kawę w ciągu 3 godzin, robi wszystko, żeby odciągnąć tę chwilę. A jeśli już zabierze się do pracy, zachowaj spokój. Nie nawiązuj kontaktu wzrokowego i werbalnego, nie rozpraszaj. Nie masz nic do roboty? ZNAJDŹ coś! Jeśli tylko zobaczy, że siedzisz, a nie daj Boże leżysz, zrobi to samo - "polityka stada". Chodź więc, krzątaj się, wycieraj kurze, poleruj szklanki, posortuj łyżeczki, cokolwiek. I najważniejsze - okazuj bezgraniczne WSPÓŁCZUCIE. Co tam, że na usta ciśnie się tylko jedno - "wreszcie!". Perfekcyjny inaczej remontuje w bólach, uważa, że życie właśnie potraktowało go wybitnie niesprawiedliwie, że TY masz lepiej i NIC nie musisz robić. Przytakuj. Nie ważne, że ostatnie 3/5/10 tygodni stawałaś na głowie, żeby zapędzić...TFU... zachęcić go do pracy. Schowaj dumę do kieszeni, chwal, podziwiaj, piej z zachwytu. Cel uświęca środki - niech poczuje się bohaterem we własnym domu. Kolejna kłótnia pozostawi Cię z niedokończonym remontem na kolejnych kilka tygodni.

Im bliżej końca pracy, tym bardziej perfekcyjnego inaczej rozpiera niewyobrażalna wręcz duma i dobry humor. Widzisz uśmiech, który nie gościł na jego twarzy od tygodni. Oczekuje oklasków, podziękowań, ciągle opowiada, jak mu łatwo poszło. Nieustannie słyszysz, jak to na pewno nie dałabyś sobie bez niego rady i jak wiele mu zawdzięczasz. Są telefony do rodziny. Są i telefony od dumnej rodziny z gratulacjami - dla perfekcyjnego. Nad głową prawie słyszysz warkot helikoptera - to TVN czy inny Polsat robi reportaż o bohaterze dnia.  Prawdopodobnie nikt nigdy w historii ludzkości nie dokonał tego, co on, a dokonał tego SAM, bez niczyjej pomocy, kiedy Ty leżałaś i pachniałaś. Nie reaguj. Nie ważne, że wyszłaś z tego 5 lat starsza i pięćdziesiąt tysięcy włosów siwsza, pytając siebie gdzie te kilka lat temu miałaś oczy i gdzie do cholery wyemigrował ten rycerz na białym koniu. Nie ważne.

W przeciwieństwie to typu idealnego, perfekcyjny inaczej nigdy nie doprowadza dzieła swego życia, zwanego też remontem, do końca. Są niedoróbki, które albo sama poprawisz, albo nauczysz się mrużyć oczy i z nimi żyć. Czeka Cię też usuwanie jego oręża z pola bitwy, sprzątanie, wynoszenie, wnoszenie... Perfekcyjny wykonał już swoją pracę, przepełnia go poczucie spełnienia i niewiarygodnego zmęczenia. Dla niego wszystko jest pod każdym względem dopieszczone. Bałagan? Jaki bałagan. A co Ty myślisz, że Michał Anioł też z mopem latał po skończeniu Kaplicy Sykstyńskiej?!

Powyższe obserwacje są całkowicie fikcyjne, wszelka zbieżność charakterów, opisów i sytuacji jest całkowicie przypadkowa i niezamierzona :)  
Przyjmijmy, że mam po prostu tak wściekle bujną wyobraźnię :)

* Zdjęcia: Internet.







1 komentarz:

  1. Ha ha tak się uśmiałam że doczytać nie mogłam.
    To ja mam w domu jeszcze trzeci typ ale nazwy dla takiego brak.

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu.