Za 5 lat


Początkiem 2011 byłam na niezbyt ciekawej i nieco przydługawej rozmowie kwalifikacyjnej. Pan "derektor" spóźnił się prawie godzinę, ale przyszedł dobrze przygotowany z listą pytań, za to chyba w ogóle nie przeczytał mojego CV :) Miałam oczywiście wcześniej przyjemność uczestniczyć w kilku rozmowach, jak każdy, ale ta należała do wyjątkowych, szczególnie z powodu tendencyjnych pytań. Wyjątkowa bo to, co zostało powiedziane na temat stanowiska, nie miało nic, a przynajmniej bardzo niewiele jak się potem okazało, wspólnego z rzeczywistością :) 

Pytania były nudne, wyświechtane, albo takie, na które odpowiedź musiałaby być bardzo osobista, a takich rzeczy nie mówi się człowiekowi spotkanemu 10 minut wcześniej. Czemu wróciła Pani do kraju? Czemu wyjechała Pani z  kraju? "No może w końcu po zatrudnieniu u nas nie będzie się Pani musiała dłużej TUŁAĆ" :) Proszę opisać idealną pracę, proszę podać kilka swoich wad i zalet. Jak ze znajomością angielskiego (wykształcenie anglistyczne wyraźnie opisane w CV, ale kto by to czytał). "Tylko proszę nie myśleć, że jak praca kończy się o 16-tej, to może Pani jechać dzieci z przedszkola odebrać". Nie można pytać o dzieci i ciążę? To zapyta o przedszkole, a co :) I największy killer wśród pytań: gdzie widzi się Pani za 5 lat? Hmm... 

Pracę o dziwo dostałam. Pan dyrektor twierdził, że będzie to asystentka przez wielkie "A"... Na szczęście już mnie tam nie ma, bo to był zupełnie INNY świat :)

Pierwszy dzień pracy. Pamiętaj Bożenko, mówi druga asystentka, dyrektor zawsze pije herbatę z jedną łyżeczką cukru i cytrynką. A jak skończy się cytrynka, pytam? Cytrynka nie może się skończyć, słyszę. 

Telefon. Dyrektor: Pani Bożenko, kawusię poproszę. Kolejny telefon z oddalonego o 7 metrów biurka: A gdzie ŁYŻECZKA???? Przecież do porannej kawy zawsze jem jogurt!

No tak, że też ta Pani Bożenka o łyżeczce do jogurciku zapomniała... Co z niej za asystentka przez wielkie "A" :)


Od czasu tej rozmowy minęły niecałe 4 lata, a ja mam wrażenie, że z dobre 24. Nigdy, na żadnym etapie swojego życia nie zastanawiałam się, gdzie się widzę za 5, 10 czy 15 lat. Teraz też nie. Może to źle i nieodpowiedzialnie, może dobrze, widać nie czuję takiej potrzeby. Kiedyś z jedną walizką wyjechałam setki kilometrów stąd i wróciłam po prawie 6 latach, na wyjazd zdecydowałam się 2 tygodnie przed, gdybym planowała, myślała, wróciłabym po 2 tygodniach i żałowała, co by było gdyby. Nie wiedziałam, na ile jadę. I co się zmieniło od czasu rozmowy? Wszystko :) Nie, stop, M. pozostał ten sam i nadal po sobie nie zmywa :) Na lepsze? Phi. Nie muszę już pamiętać o łyżeczce, bo ktoś je jogurcik, pilnować cytrynki w herbatce, bo będzie dym. Mieszkam tam, gdzie jeszcze 4 lata temu była pusta zielona łąka, pracuję w miejscach, które lubię. Chce mi się rano wstawać i zrywam się bladym świtem, bo praca sprawia mi czystą przyjemność, bo przeważnie sama sobie jestem szefem. Pewno, że bywa ciężko i długo, pewno, że się czasem wkurzam i to jak. Ale robię rzeczy, które mają sens przede wszystkim dla mnie i dla ludzi, do których są skierowane. Bo najważniejsze w życiu to robić swoje :)

Wpis prześmiewczy? Jasne :) A czy tekst o łyżeczce był poważny?

Smacznego jogurtu, panie dyrektorze :)







*Zdjęcia autorstwa Pracowni Lollipop.

14 komentarzy:

  1. maskotki boskie :-) tekst boski :-) :-) pozdrawiam ciepło !!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniały tekst nic tylko wprawiac w ruch swoje marzenia :) gratuluję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję i pozdrawiam :)

      Usuń
  3. To mój pierwszy w życiu "opublikowany" komentarz do cudzego tekstu :-). Gratuluję trafności spostrzeżeń, subtelnej ironii ;-) i cóż... było widać od początku, że do słodzenia (również kawek i herbatek ;-)) się nie nadajesz. Samodzielne myślenie i wrażliwość Cię zdyskwalifikowały :-). Serdecznie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grażynko! Nawet nie wiesz, jak mi miło! A wiesz, że dyr. przez pierwsze dni zwracał się do mnie Twoim imieniem :D

      Usuń
  4. Świetne maskotki i ciekawie napisany tekst. Ja też nie planuję co będę robić za pięć lat. Nie jestem jasnowidzem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Planowanie nie jest złe, chociaż ile razy się okazało, że plany planami, a życie i tak biegnie swoim torem. Teraz z perspektywy, nawet jeśli zaplanowałabym cokolwiek te 4 lata temu, wątpię, żeby rezultat był taki jak to,co jest dziś. Pozdrawiam :)

      Usuń
  5. Piękny tekst ale to już wiesz:)
    Zazdroszczę Ci tego, że znalazłaś swoje miejsce bo ja właśnie wciąż w przyszłość myślami wybiegam i dumam jak to będzie. I już tęsknię za tym stanem gdy usiądę, jak Ty i będę cieszyła się tym co jest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy już znalazłam, jeszcze parę ważnych decyzji na horyzoncie, ale życzę Wam z całego serca, żeby mury rosły jak szalone :)

      Usuń
  6. Jakże niesamowicie trafiony tekst w odniesieniu do mnie i mojej obecnej sytuacji. Stoję na rozstaju dróg, muszę podjąć niesamowicie trudną decyzję, doskonale wiem czego chcę ale mam mnóstwo wątpliwości. I trafiając dziś na Twój wpis poczułam się jakbym zadała pytanie "co robić?" Tobie i w odpowiedzi usłyszała Twoją historię.
    A na ostatniej rozmowie na jakiej byłam też usłyszałam to pytanie gdzie widzę się za 5 lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że świat i korporacje uwielbiają hierarchię, wiem, że musi być królowa matka i małe mrówki, ale niestety nie popieram oceniania ludzi po długości spódnicy czy wysokości obcasów, tytule przed nazwiskiem, ilości zer na koncie czy zajmowanym stanowisku. To nie było miejsce dla mnie, byłabym najbardziej beznadziejną asystentką zarządu w historii, ale trzeba "pocałować" parę żab, żeby w końcu znaleźć księcia :D Nie rozumiem też, dlaczego dorosły mężczyzna nie może sobie pójść po łyżeczkę :) Ale nie wszystko musi być dla mnie zrozumiałe.
      Życzę powodzenia i dokonania wyboru zgodnego z własnym ja :)

      Usuń
  7. Twoje miśki są niepowtarzalne i cudne a ludzie.. cóż, niektórym nawet wylanie jogurciku na głowę nic by nie uświadomiło;)

    OdpowiedzUsuń

Twój komentarz będzie widoczny po zatwierdzeniu.